Zawsze tak było, jest, a czy będzie? Kilka słów o koneksji w administracji.

Małgorzata Ziółkowska By Małgorzata Ziółkowska
6 Min Read

Państwo przez utrzymywanie nietransparentnych, nierzetelnych zasad naboru do pracy w administracji, a potem awansu, traci talenty. Ale traci nie tylko talenty.

Artykuł opublikowany na łamach dodatku do Rzeczpospolitej – Tygodnika Urzędników.

Podobno człowiek jest sumą doświadczeń. Moje doświadczenia z pracy z ludźmi, którzy swoje stanowisko zawdzięczali koneksjom, nie są najlepsze. Pewnie dlatego w swojej działalności społecznej tak wiele uwagi poświęcam działaniu na rzecz równego i otwartego dostępu do służby publicznej. Sceptycy twierdzą, że przypadki zatrudnienia ludzi w urzędach według klucza koneksji zawsze były, są i będą. Tylko, że ludzie żyjący jeszcze nie tak dawno nie znali innego transportu niż transport konny. Natomiast dzisiaj konie ciągnące bryczki są jedynie atrakcją turystyczną. Czy rzeczywiście jesteśmy skazani na akceptowanie nepotyzmu w naszej administracji? Może czas postawić tamę dla tych, którzy zapomnieli o art. 60 Konstytucji? Zgodnie z tym przepisem:

Obywatele polscy korzystający z pełni praw publicznych mają prawo dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach.

Politycy listy piszą

Zapis ten wydaje się być martwy, skoro tak często w mediach pojawiają się informacje na temat powiązań politycznych osób zatrudnionych w instytucjach publicznych. Sami politycy także chętnie zarzucają oponentom, że wykorzystują wpływy do obsadzania stanowisk państwowych znajomymi, krewnymi i działaczami partyjnymi. Niemal polityczną tradycją stało się publikowanie przez opozycję list osób zatrudnionych w sektorze publicznym i powiązanych z politykami obozu władzy. Po wygranych wyborach autorzy tych list już nie piętnują obsadzania stanowisk w instytucjach publicznych osobami powiązanymi z ich środowiskiem. To tak, jakby wraz ze zamianą miejsc między rządzącymi a opozycją zanikał kręgosłup etyczny autorów tych list.

Kumoterstwo to nie wstyd

W prywatnych rozmowach, a także mediach często mówi się o ludziach, którzy pracę zdobyli dzięki koneksjom. Jest to społecznie akceptowane. Smutne jest to, że również niektórzy urzędnicy nie widzą nic złego w preferencyjnym podejściu do zatrudnienia swoich znajomych i rodziny. Nikogo nie dziwią przypadki powiązań rodzinnych osób zatrudnionych w jednej instytucji publicznej(rodzinne spotkania odbywają się przy podpisywaniu listy obecności). W naszym systemie prawnym nie trzeba być ważnym politykiem, funkcjonariuszem publicznym, aby załatwić znajomym pracę w urzędzie. Wystarczy wiedzieć z kim rozmawiać. Niestety każdy przypadek podejrzenia o kumoterstwo rzutuje na opinię o pozostałych urzędnikach, którzy pracują w administracji z uwagi na swoje kompetencje.

Koneksje mają konsekwencje

Czy ten, który wpływa na zatrudnienie swojego znajomego w urzędzie ma świadomość konsekwencji z tego wynikających?. Nie mówię tu tylko o tym, jak takie zachowanie wpływa na ludzi, którzy uczciwie wygrali konkursy. Oni musieli przejść przez często trudny konkurs, żeby dostać pracę. A ci ze znajomościami mieli tylko i aż szczęście je mieć. Znajomy urzędnik, który od kilku lat pracuje na stanowisku naczelnika powiedział mi, że on nie widzi w służbie cywilnej przyszłości, bo wyższe stanowiska są z nadania. Zdolni, pracowici ludzie nie będą trwać w miejscu, w którym nie mają perspektyw rozwoju. Państwo przez utrzymywanie nietransparentnych, nierzetelnych zasad naboru do pracy w administracji, a potem awansu, traci talenty. Ale traci nie tylko talenty. Brak rzetelnej weryfikacji kompetencji przy zatrudnieniu może spowodować, że na danym stanowisku, na koszt podatników, zostanie zatrudniona osoba, która zwyczajnie nie da sobie rady. W rezultacie inni będą mieć więcej pracy. Nikt też nie chce pracować za innych ze świadomością, że tamci też dostają pensję za pracę, do której wykonywania nie mają kompetencji.

Fakt bycia dobrym kolegą nie przesądza, że ktoś będzie dobrym pracownikiem. Osobą, która ma odpowiednią wiedzę, kompetencje, czy umiejętności kierownicze. Ludzie, którzy wykorzystują swoje wpływy w celu zatrudnienia kogoś niekoniecznie później z tą osobą bezpośrednio pracują. Nie są ich kolegami z wydziału, podwładnymi, czy też przełożonymi. Nie muszą wspólnie wykonywać pracy. Nie ponoszą ewentualnych konsekwencji zatrudnienia krewnych i znajomych. Konsekwencje ich ewentualnej niekompetencji, braku wiedzy czy niewłaściwego zachowania ponoszą inni urzędnicy. A co najważniejsze – ponosimy je my, wszyscy obywatele, bo to ostatecznie społeczeństwo płaci za błędy urzędników. Dlatego też mamy prawo oczekiwać, że dobór kadr w instytucjach publicznych będzie odbywał się wyłącznie w oparciu o kompetencje, a nie koneksje.

Konkursy lekarstwem na nierówności

Zgodnie z art. 6 ustawy o służbie cywilnej nabór do niej jest otwarty oraz konkurencyjny. Od 2016 r. zasada otwartości i konkurencyjności naboru nie ma zastosowania do wyższych stanowisk (dyrektorzy departamentów). Kodeks pracy daje możliwość przeprowadzenia konkursu przed powołaniem, ale dziwnym trafem konkursów na wyższe stanowiska jest bardzo mało. Przepisy ustawy o służbie cywilnej w zakresie przebiegu konkursów na pozostałe stanowiska są ramowe. W efekcie ustawienie konkursu nie jest szczególnie trudne.

Rzetelne konkursy to najlepszy sposób na weryfikację kompetencji kandydata do służby publicznej. A co najważniejsze realizacja przysługującego każdemu obywatelowi korzystającemu z pełni praw publicznych prawa dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach. W końcu, przynajmniej zgodnie z Konstytucją, wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne, bez względu na to kogo znają.

Sprawne Państwo
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.