Urzędy wojewódzkie są jednostkami, które umożliwiają działanie wojewodom – przedstawicielom Rady Ministrów w województwie. Pozostają zazwyczaj w cieniu, a ich działalność staje się medialna głównie w kontekście występowania jakichś poważnych sytuacji kryzysowych (powodzie, susze, napływy dużych fal uchodźców itd.) lub w innych, określonych przepisami okolicznościach (np. w kontekście legalizacji pobytu cudzoziemców).
Urzędy wojewódzkie są jednak ważnymi instytucjami nie tylko ze względu na kwestie bezpieczeństwa na poziomie regionalnym. Ich pracownicy zajmują się także m.in. sprawami koordynacji świadczeń wychowawczych i rodzinnych, rolnictwa, środowiska oraz ochrony zdrowia. Co więcej, wojewodowie są zwierzchnikami rządowej administracji zespolonej w swoich województwach, a zatem urzędy ich obsługujące muszą czuwać nad pracą wielu innych instytucji, w tym lokalnych sanepidów, komend policji i straży pożarnej, inspekcji, kuratoriów oświaty i innych.
Po tym, jak we wcześniejszych dwóch analizach zapoznaliśmy się z kondycją korpusu służby cywilnej w ministerstwach oraz w urzędach centralnych, nadeszła pora przyjrzeć się temu, kto i w jakich warunkach pracuje w urzędach wojewódzkich (opierając się przy tym na danych przekazanych przez KPRM za 2025 rok).
Struktura zatrudnienia
Urzędy wojewódzkie, choć realizują niemal w 100% te same zadania, różnią się istotnie w pierwszej kolejności ze względu na skalę zatrudnienia. Z danych przekazanych Fundacji Sprawne Państwo przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów wynika, że różnica między największym urzędem w Warszawie, a najmniejszym w Opolu sięga ponad 700 osób.

Liczby te odnoszą się li i jedynie do korpusu służby cywilnej. Nie obejmują więc ani wojewodów i ich zastępców (tzw. kierowniczych stanowisk państwowych), ani pracowników zatrudnianych poza korpusem, na przykład na podstawie ustawy o pracownikach urzędów państwowych. W oficjalnym sprawozdaniu szefowej służby cywilnej za 2025 rok wskazano, że liczba różnych „ekspertów” i „administratorów” zatrudnionych w urzędach wojewódzkich właśnie na tej podstawie (często bez przeprowadzenia otwartego i konkurencyjnego naboru) wyniosła łącznie 877 osób (tj. 8,6% zatrudnienia w korpusie służby cywilnej).
Zdecydowana większość osób zatrudnionych w urzędach wojewódzkich to „szeregowcy”, osoby zatrudnione na stanowiskach merytorycznych: samodzielnych i specjalistycznych. Jest to tyleż oczywiste, co ważne, szczególnie w kontekście przeciętnego wynagrodzenia i różnic, które wynikają z miejsca w hierarchii służbowej (o czym w dalszej części tego artykułu).

A jak wygląda sytuacja kadrowa urzędów wojewódzkich pod kątem wieku ich pracowników? Tu również widoczne są spore różnice.

Patrząc z perspektywy „tu i teraz” informacja ta nie ma większego przełożenia na jakość pracy poszczególnych urzędów. W dłuższej perspektywie widać jednak wyraźnie, że pewne urzędy skutecznie przyciągają młodych pracowników, którzy mają szansę sukcesywnie nabierać doświadczenia zawodowego i z czasem płynni przejmować obowiązki tych, którzy odchodzić będą na emeryturę, a inne o takiej bezpiecznej, płynnej sukcesji kadrowej mogą raczej pomarzyć. Jeżeli większość pracowników Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego do osoby po 50 roku życia, a udział pracowników najmłodszych (do 29 lat) jest tam najmniejszy wśród wszystkich 16 urzędów, to powinno stać się to wyraźnym znakiem ostrzegawczym dla tamtejszego dyrektora generalnego i pracowników wydziału kadrowego. Czy jednak kierownictwo urzędu (w tym jego dyrektor generalny) ma jednak jakiekolwiek motywacje do oddziaływania na te niekorzystne tendencje, jeśli polityczny horyzont trwania na wysokich stanowiskach politycznych i (niestety!) urzędniczych trwa co najwyżej 4 lata?
Wynagrodzenia
To, ile płaci się urzędnikom w poszczególnych urzędach jest publikowane co roku przez Szefa Służby Cywilnej, więc w tym zakresie pozostaje tylko przywołać dane oficjalne.

To jednak tylko i aż dane oficjalne. „Tylko”, bo kolejni szefowie służby cywilnej są bardzo oszczędni i ostrożni jeśli chodzi o to, jaką część danych, które pozyskują od urzędów ostatecznie publikują. „Aż”, bo możemy przyjąć z dużą dozą pewności, że są to dane wiarygodne, więc oddające stan faktyczny.
Fundacja Sprawne Państwo nie jest ograniczona „urzędową ostrożnością” właściwą instytucjom publicznym i ich szefom, stąd z przyjemnością prezentujemy te dane, które w tegorocznym sprawozdaniu się nie znalazły. W pierwszej kolejności warto zobaczyć, jak duże rozbieżności pojawiają się między poszczególnym grupami stanowisk, występującymi w służbie cywilnej w urzędach wojewódzkich, oraz jak bardzo pensje dyrektorskie zawyżają przeciętne wynagrodzenie dla całej tej kategorii urzędów (aby powiększyć tabelę polecam albo zapisać grafikę jako osobny plik, albo powiększyć obraz w przeglądarce -> Ctrl i „+”).

Proszę pamiętać, że prezentowane tu dane odnoszą się do wynagrodzenia całkowitego brutto, a zatem przeciętnej wartości faktycznie wypłacanej, uwzględniającej tzw. trzynastki oraz wszelkie nagrody i dodatki. Niewielu pracowników urzędów wojewódzkich dostało w zeszłym roku na przykład nagrodę jubileuszową albo odprawę emerytalną, ale i one są wliczone do średniej. Nie zależy nam w tym miejscu na opisaniu każdego przypadku z osobna, ale o ogólny (przeciętny) obraz tego, jakie warunki pracy zapewniamy tym urzędnikom.
Tabela dowodzi kilku prawd nieoczywistych:
- Dyrektor dyrektorowi nie równy – przeciętne zarobki na wyższych stanowiskach w urzędach wojewódzkich różnią się nawet o 10 000 zł (Warszawa vs. Lublin)
- O ile przeciętne wynagrodzenie całkowite w urzędach wojewódzkich to 10 106 zł, to na poziomie stanowisk „szeregowych” poziom ten został osiągnięty raptem w trzech urzędach (we Wrocławiu i Poznaniu na poziomie stanowisk samodzielnych, a w Katowicach – samodzielnych i specjalistycznych). We wszystkich pozostałych urzędach dopiero od poziomu stanowisk koordynujących wzwyż można mówić o wypłatach na tym poziomie.
- Osoby pracujące na najliczniej obsadzonych w urzędach wojewódzkich stanowiskach samodzielnych zarabiają średnio na poziomie 51% tego, co otrzymują ich dyrektorzy, a w przypadku stanowisk specjalistycznych jest to jeszcze mniej, bo średnio 45%.
Różnice w wynagrodzeniach wypłacanych członkom korpusu w urzędach wojewódzkich rysują się wyraźnie także, gdy spojrzymy na ich strukturę.

Wynagrodzenie zasadnicze – a więc to, na które pracownik umówił się z pracodawcą i które jest sprawą absolutnie pewną – stanowiło w ubiegłym roku od 65 do 72% wynagrodzenia całkowitego. Interesujące jest przy tym, że w pozostałej, mniej przewidywalnej części płac całkowitych, widać wyraźne odmienne podejście w polityce wynagradzania za pracę o niemal identycznym charakterze.
- – Dodatki zadaniowe – przyznawane za wykonywanie dodatkowych, powierzonych mu przez pracodawcę zadań – to średnio aż 6% pensji wypłacanych w Świętokrzyskim Urzędzie Wojewódzkim, a poniżej 1% w sześciu innych jednostkach (w tym we Wrocławiu i w Katowicach na poziomie odpowiednio 0,5% i 0,4%).
- – Nagrody za szczególne osiągnięcia (o których więcej jeszcze za chwilę) są wypłacane hojną ręką w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim (ok. 10% wynagrodzeń całkowitych), a znacznie rzadziej w Poznaniu, w Białymstoku, w Krakowie i w Bydgoszczy (odpowiednio: 4,3%, 4,2%, 4,2% i 3,2%).
- – Różnice w wypłacanych dodatkach służby cywilnej są natomiast znacznie łatwiejsze do wytłumaczenia i uzależnione ściśle od liczby urzędników mianowanych w danym urzędzie (o czym będzie mowa na końcu tego artykułu).

Nagrody za szczególne osiągnięcia nie są oczywiście wypłacane według określonego harmonogramu; są całkowicie uznaniowe i mogą być przyznawane za dowolnie przyjęty przez pracodawcę okres. Dla zobrazowania różnic przyjąłem jednak kwartał za jednostkę, bo w ten sposób lepiej widać różnice między województwami (kwoty w ujęciu miesięcznym były zbyt małe, a w rocznym – za duże).
W temacie nagród uznaniowych po raz kolejny warto zejść niżej, do poziomu poszczególnych grup stanowisk.






Fluktuacja kadr
Wskaźnik odejść w urzędach wojewódzkich ogółem (liczony jako wynik dzielenia liczby osób, które odeszły z pracy przez przeciętną liczbę osób zatrudnionych w urzędzie) wyniósł w 2025 roku 5,4%. Jest to wynik dobry, pokazujący, że sytuacja kadrowa w tych jednostkach jest dosyć stabilna. Potwierdza się to także, gdy rozbijemy dane ogólne na 16 urzędów.

Także analiza na poziomie grup stanowisk nie daje powodów do bicia na alarm w żadnym z urzędów wojewódzkich (szczególnie gdy ich wyniki porównamy z ministerstwami lub urzędami centralnymi, gdzie – szczególnie na poziomie stanowisk dyrektorskich – kadrowa karuzela kręci się zdecydowanie szybciej).

Mianowania
Mianowanie w służbie cywilnej to pewnego rodzaju „znak jakości”. To potwierdzenie wysokiego poziomu wiedzy i umiejętności oraz (to już moja autorska ocena) w pewnym stopniu system „wyłuskiwania” jednostek bardziej rzutkich, takich którym „się chce” i które są w stanie zaryzykować swój czas i pieniądze, żeby coś sobie i innym udowodnić, a przy okazji nabyć dodatkowe uprawnienia (np. wypłacany co miesiąc dodatek służby cywilnej).
O ile w całym korpusie udział urzędników mianowanych w zatrudnieniu ogółem to 6,5%, to w urzędach wojewódzkich jest to o ponad jeden punkt procentowy mniej – 5,4%.

Dlaczego najlepiej płacący Mazowiecki Urząd Wojewódzki zatrudnia stosunkowo najmniej urzędników mianowanych? To niestety efekt stołecznej „klęski urodzaju”, a dokładnie wysoka konkurencja o pracowników ze strony innych, jeszcze lepiej płacących urzędów: KPRM-u, ministerstw i zdecydowanej większości urzędów centralnych. Skoro dodatek służby cywilnej nalicza się od wynagrodzenia zasadniczego, a to we wspomnianych urzędach jest zazwyczaj większe lub o wiele większe, trudno dziwić się, że MUW w Warszawie nie ma mocnych argumentów, żeby tych ludzi utrzymać u siebie.
O wiele bardziej zagadkowa jest kwestia wysokiego udziału urzędników mianowanych w Białymstoku, Lublinie i Szczecinie. Czy jest to wynikiem działania tamtejszych dyrektorów generalnych i komórek kadrowych? Bardzo bym chciał, żeby tak właśnie było.
