Efektywna administracja. Oksymoron czy konieczność? [RELACJA]

Wojciech Kaczor By Wojciech Kaczor
4 Min Read

Jak mierzyć efektywność polskiej administracji publicznej? Kiedy wydatki publiczne są dokonywane w sposób celowy i oszczędny, a kiedy zdecydowanie nie są? Na te i inne pytania próbowaliśmy w ostatni czwartek znaleźć odpowiedź w trakcie spotkania z członkami Koła Naukowego Studentów Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Okazuje się, że duch w narodzie nie ginie i są wśród adeptów administracji tacy, którzy dostrzegają w tym i sens, i trochę wyzwanie. Nikt nie przyszedł „bo trzeba”, a wiele osób aktywnie uczestniczyło w dyskusji, nie tylko dopytując, ale też komentując i wnosząc wartościowy wkład do spotkania.

O czym rozmawialiśmy? Rozmawialiśmy o administracji – czym jest, jak bardzo jest zróżnicowana i jak trudno jest znaleźć złotą receptę na uzdrowienie wszystkich jej struktur, wszystkich poziomów. Mówiliśmy o tym, o czym mało komu w Polsce wiadomo, że urzędnicy i politycy są na siebie skazani czy tego chcą, czy nie; że polityka i administracja są jak awers i rewers tej samej monety, że tylko z ich połączenia możliwe jest realne rządzenie (gminą, miastem, powiatem, województwem, państwem).

Dalej zastanawialiśmy się czy te wciąż powracające porównania sektora publicznego i prywatnego mają w ogóle rację bytu. Czy to, że w prywatnych firmach medycznych średnio czeka się na poradę znacznie krócej niż w placówkach publicznych jest na pewno dowodem na wyższość tych pierwszych, czy może wpływ na to mają też inne czynniki? Zastanawialiśmy się na ile możliwe jest realne i powszechne stosowanie art. 44 ustawy o finansach publicznych:

Wydatki publiczne powinny być dokonywane:
1) w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasad:
a) uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów,
b) optymalnego doboru metod i środków służących osiągnięciu założonych celów; (…)

Dalej rozmowa zeszła na polskie i zagraniczne „rozwiązania proefektywnościowe”. Czy Musk i jego ekipa z Department of Government Efficiency (DOGE) to wariaci, którzy piłą łańcuchową więcej popsują niż naprawią, czy może jednak ludzie, którzy słusznie punktują liczne małe i duże marnotrawstwa w strukturach rządu federalnego? Czy w Polsce takie narzędzia jak przeglądy wydatków, kontrola zarządcza i audyt wewnętrzny albo cała działalność Najwyższej Izby Kontrolnej faktycznie przyczyniają się do bardziej sprawnego i racjonalnego funkcjonowania sektora publicznego, czy może jest tak, że psy szczekają, ale karawana po prostu idzie dalej?

W tym wszystkich gdzieś przewijała się nasza droga służba cywilna… Z jej członkami, często świetnymi urzędnikami rozsianymi po tych wszystkich instytucjach, którzy robią co mogą, aby państwo na ich wąskim odcinku wywiązywało się ze swoich zobowiązań. Pojawiały się pytania o Krajową Szkołę Administracji Publicznej w kontekście ewentualnej drogi do korpusu oraz o Szefa Służby Cywilnej w kontekście kogoś, kto przecież „powinien nad tym jakoś zapanować”…

Nie widziałem zdziwienia na twarzach studentów UJ, gdy mówiłem, że praca w administracji publicznej ma często o wiele większy sens niż w przeciętnej korporacji. Myślę, że uczciwa dyskusja na temat blasków i cieniów pracy dla państwa też nie zniechęciła ich do wyboru tej drogi. Mam tylko nadzieję, że do czasu, gdy ta właśnie grupa skończy studia, polskie urzędy zdążą wypracować taką kulturę organizacyjną, że będą w stanie utrzymać najlepszych na dłużej…

Sprawne Państwo
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.