Natolin. Kolegium poszukujące sensu.

Żródło: https://wiez.pl/2021/12/31/kolegium-europejskie-natolin/
Stefan Jankowski By Stefan Jankowski
15 Min Read

Kolegium, znanego dotąd jako Europejskie, a od niedawna przedstawianego jako Kolegium Europy (co jest bardziej trafnym tłumaczeniem nazw oryginalnych, College of Europe i Collège d’Europe) w Natolinie nie trzeba prawdopodobnie przedstawiać na tych łamach. Ta uczelnia studiów podyplomowych (a właściwie wymagająca czterech zdanych lat studiów) jest już zakorzenionym w Polsce drugim z trzech kampusów znanego Brugijskiego ośrodka europeistyki.

Na scenie krajowej, poza kręgami zainteresowanymi polityką publiczną, funkcjonuje jako wpół-tajemnicza instytucja z przeszłości polityków takich jak Rafał Trzaskowski, Jacek Saryusz-Wolski lub Paweł Kowal (różnorodność ideologiczna nie jest do końca przypadkowa), na scenie europejskiej natomiast jako ubogi krewny głównego kampusu, lub pierwszy wybór tych, których szczególnie interesuje Europa wschodnia i jej sąsiedztwo.

Ten tekst przedstawia Kolegium w Natolinie z perspektywy polskiego absolwenta, co ma szereg implikacji. Po pierwsze, Natolin ma w Polsce szczególną aurę, która przyciąga krajan w sposób stanowczo silniejszy niż studentów z Europy Zachodniej i Południowej (chociaż wydaje się być równie atrakcyjna dla kandydatów z państw Partnerstwa Wschodniego). Po drugie, polscy studenci przechodzą w ramach rekrutacji prowadzonej przez Akademię Dyplomatyczną MSZ specyficzne kurikulum, gdyż muszą odpracować stypendium poprzez praktyki lub zatrudnienie w administracji państwowej. Po trzecie, Polacy są jedną z najliczniejszych grup na kampusie (parunastu studentów na około stu-dwudziestu), zazwyczaj zaraz po Francuzach lub Hiszpanach (MSZ finansuje natomiast bardzo niewiele miejsc dla Polaków w Brugii). Oznacza to między innymi, że polscy absolwenci są relatywnie liczną siecią personelu urzędniczego i około-politycznego w kraju. Po czwarte, Natolin jest szczególną w skali Unii polską inwestycją i dlatego powinno się ją traktować jako narzędzie krajowego soft power, którego potencjał warto monitorować i rozwijać.

Dla polskiego kandydata Natolin jest w jakimś stopniu alternatywą dla KSAP i ADK. Studia odbywają się przez jeden rok akademicki, a odpracowanie stypendium może trwać od trzech do sześciu miesięcy. Polski absolwent może być zwolniony z wszelkich obowiązków służbowych nawet już w rok po rozpoczęciu studiów, co czyni z Natolina najmniej angażujące z tych kursów. Jest tak dlatego, że Kolegium nie wprowadza absolwentów do korpusu służby cywilnej ani do korpusu dyplomatycznego, a kieruje jedynie do pierwszego krótkiego doświadczenia w administracji. Kolegium Europy jest ścieżką zorientowaną na kariery międzynarodowe i para-publiczne, prowadzącą równie dobrze do zagranicznych think tanków czy stowarzyszeń lub lobbingu i daje ono dyplom powszechnie rozpoznawany w bańce brukselskiej i w głównych rynkach pracy politycznej w Europie.

Po co zmieniać, jak działa?

W Natolinie uzyskać można po-magisterski dyplom z europeistyki, z jedną z paru specjalizacji (polityka sąsiedztwa, polityka publiczna, dyplomacja unijna, historia). Nazwa dyplomu, „Międzydyscyplinarne studia europejskie” (European Interdisciplinary studies) brzmiałaby mało precyzyjnie dla licencjatu; ktoś niezorientowany uznałby, że są to studia o wszystkim, czyli o niczym. Takie nazewnictwo zaskakuje więc na poziomie podyplomowym, w którym kandydaci przychodzą z jasnym i rozbudowanym pomysłem na to, czego się chcą nauczyć. Problem ten można by było łatwo rozwiązać, gdyby dyplom przybierał nazwę specjalizacji, co odbywa się na wielu podobnych kierunkach.

Program studiów łączy więc wiele dyscyplin nauk społecznych stosowanych do problematyk unijnych. Doskonały jest poziom wykładów z historii, dobre są wykłady z prawa oraz polityki zewnętrznej UE, dostateczny jest poziom wykładów z polityk sektorowych (energia, cyfryzacja), a niedostateczny poziom wykładów z ekonomii. Czytelnik zauważy, że jest to relacja dokładnie odwrotna do dzisiejszych, skrajnie technokratycznych wymogów pracy wokół polityk unijnych. Nie jest to jedyny objaw nieodświeżonego programu kształcenia: metody ilościowe, niezbędne do pracy w obowiązującym dogmacie polityki opartej na dowodach (evidence-based policy), są całkowicie ignorowane, a nawet – w praktyce – wycinane ze studiów.

Inną fundamentalną rozbieżnością między podejściem natolińskim a powszechnymi oczekiwaniami jest wizja celu studiowania w Kolegium. Studia pomagisterskie są zazwyczaj uznawane za dodatkowe, wysoce wyspecjalizowane szkolenie, które pozwala zbudować network w branży, posiąść wiedzę insiderską oraz uzyskać uprzywilejowany dostęp do potencjalnych pracodawców. Kandydaci poszukują tam wiedzy i doświadczeń, które budują lepsze (albo nowe) wejście w życie zawodowe.

Obecnym celem wybrzmiewającym z działalności i deklaracji administracji nie jest opisane powyżej wsparcie w budowaniu kariery, ale rozwój akademicki. Nie trzeba pewnie komentować, że osoby zainteresowane takim rozwojem decydują się na doktorat, pre-doca, albo research assistance, a nie na program postgraduate. Taka wizja byłaby też łatwiejsza do obrony, gdyby studia we wszystkich kampusach Kolegium nie były powszechnie uważane za absolutnie intelektualnie wartościowe, choć mało wymagające akademicko.

Opisując te problemy, nie sposób nie pochwalić natomiast zbudowanej zapewne dużym wysiłkiem i sporymi nakładami finansowymi kadry wykładającej. Znajdują się w niej akademicy renomy niespotykanej nie tylko nigdzie w Polsce, ale też w naszej części Europy. Dla Polaków szczególnie dodatkową atrakcją są też postacie z pierwszej ligi politycznej; usłyszałem stwierdzenie, że Natolin jest jedną z sierot po PO-PiSie. Można tam rzeczywiście wybrać wykłady z byłymi członkami rządu, oczywiście tej strony, która akurat znajduje się w opozycji.

Bardzo dobrze rozwinięty jest również program przybliżania setce zagranicznych studentów kultury, historii i obecnych wyzwań, które stoją przed Polską, wraz z rozrysowaniem kontekstu całej Europy Wschodniej. Ten aspekt działalności Natolina w pełni wpisuje się w użycie kampusu jako narzędzia promocji kraju i budowania więzi z międzynarodową społecznością studentów zainteresowanych pracą wokół UE.

Dodatkowo świetnym rozwiązaniem jest proponowanie studentom opublikowania tekstów pod egidą szkoły. Własne publikacje są ważną walutą przy początkach kariery i taka rzadka okazja jest bardzo wartościowa.

Nowe potrzeby, stare maniery

Anachronizm programowy i rozdwojenie jaźni w postrzeganiu celu kształcenia są dwoma fundamentalnymi potknięciami Kolegium w Natolinie. Trzeci, pomniejszy mankament opisuję poniekąd ze złośliwości, natomiast nie robiłbym tego, gdyby te uwagi nie były powtarzane przez wielu zagranicznych studentów – a mowa tu o Natolinie jako potencjalnym narzędziu polskiego soft power.

Kampus Natoliński prezentuje się jak wyobrażenie o tym jak wygląda życie na prestiżowej uczelni kogoś, kto nigdy w takiej uczelni nie był. Nie jest to kwestia jedynie estetyczna (choć i tu przebijające elementy folkloru instytucjonalnego wczesnej postkomuny, wraz z przytłaczającym fetyszem flag i ostentacyjnym nadużywaniem protokołu, zdecydowanie nie pomaga), ale również organizacyjna i interpersonalna. Kolegium Europy w Natolinie ma w sobie mało z kolegialności, a bardziej przypomina roczną zieloną szkołę dla przyszłych bywalców bańki brukselskiej. Hierarchiczne traktowanie studentów ma uzasadnienie w tym, że ośmiomiesięczne roczniki mijają się na kampusie, co nie pomaga w tworzeniu stałych struktur samorządności studenckiej. Argument ten nie wydaje się jednak uzasadniać tak sztywnej organizacji życia studenckiego – posowiecka wręcz szkoła biurokracji i podejścia do reguł nie może pomagać rozwojowi życia akademickiego. Z doświadczenia własnego oraz moich znajomych wiem, z jakim szczerym poważaniem elitarne uczelnie podchodzą do swoich studentów i jak dużo zaufania im okazują we wszystkich możliwych wymiarach. Kolegium takiego poczucia nie utrzymuje.

Kolegium Europy buduje teraz nowy, imponująco wyglądający kampus w Tiranie. Kampus w Brugii ma nowoczesne i atrakcyjne lokale. Na ich tle, polski kampus, choć ulokowany we wspaniałym parku z malowniczym pałacykiem, odstaje coraz widoczniej. Stanie się on zaraz najmniej atrakcyjnym infrastrukturalnie z trzech kampusów. Przy koszcie studiów w Kolegium Europy czynnik ten może szybko zmarginalizować “polską opcję”. Nieruchomości, udostępnione przez Skarb Państwa, powinny zostać w niedalekiej przyszłości poddane renowacji. Widząc niestety dyskrecje Natolina na arenie polskiej administracji i debaty publicznej, należy wątpić w istnienie takiej możliwości.

Pozycja Natolina może ucierpieć też ze względów treści, a nie tylko formy. Między głównym kampusem w Brugii, który uczy o unijnej governance, prawie i polityce gospodarczej, a najnowszym ośrodkiem w Tiranie, który koncentruje się nad studiami o rozszerzaniu Wspólnoty, Natolin musi podjąć kroki, by jego program nauczania nie rozmył się pomiędzy wyżej wspomnianymi. O problemach głównego kierunku już była mowa. Otwarcie nowego kierunku o polityce bezpieczeństwa UE jest dobrym krokiem, należy natomiast posunąć tą logikę dalej. Polski kampus mógłby bez problemu wyspecjalizować się w energii mając za bazę dobre, już prowadzone zajęcia, a z małym wysiłkiem otworzyć kursy o polityce spójności, funduszach i infrastrukturze. Zajęcie tych strategicznych obszarów EU studies mogłoby znacznie wzmocnić i odświeżyć pozycję Natolina.

O źle postawionych akcentach

Główną siłą najlepszych uczelni na których można zdobyć wykształcenie z polityki publicznej podobne do tego w Kolegium, a w których część studentów studiowała przed Natolinem (LSE, SciencesPo, Bocconi, Hertie) jest sieć, którą każda z tych szkół utrzymuje z potencjalnymi pracodawcami swoich studentów. Absolwenci tych uczelni mogą zaświadczyć, że ścieżki, które te uczelnie zbudowały i którymi pozwalają zdobyć pracę, gdyby były powszechnie znane, mogłyby wywołać niesmak. Moi znajomi, absolwenci owych uniwersytetów, myśleli wpierw, że żartuję, gdy mówiłem im jak mało takich ścieżek utrzymuje Kolegium Europy, synonim eurokratycznego entre-soi. Owszem, jakieś ścieżki istnieją, ale w przeciwieństwie do powyżej wymienionych uczelni, nie są one utrzymywane przez administrację szkoły, ale oddolnie, siłą społeczności absolwentów – jest to mniej niż połowa sukcesu.

Najbardziej widoczne niedociągnięcie, czyli brak platformy z ofertami pracy od zaprzyjaźnionych organizacji może wynikać z postawy Natolina wewnątrz ekosystemu Kolegium, która czasem wydaje się być autonomią jako celem samym w sobie, żeby nie powiedzieć punktem honoru. Utracona przez to synergia i efekt skali są w kwestiach wpływu zewnętrznego jasno widoczne. Kampus w Brugii prowadzi rozbudowane wydarzenia networkingowe bańki brukselskiej wspólnie z LSE i Sciences Po. To, że Natolin w tym nie bierze udziału, może być tylko widziane jako marnowanie potencjału. Sieci kampusów są sfragmentaryzowane i jedyne mosty między nimi są budowane przez absolwentów.

Podczas roku polskiej prezydencji w Radzie UE, na kampusie właściwie nie odbyły się wydarzenia ani z przedstawicielstwem KE, ani z administracją prezydencji. Gdy unijni komisarze odwiedzali Warszawę, wygłaszali referaty na SGH lub UW znacznie częściej niż w Kolegium. Relacje Natolina z warszawską sceną policy wydają się być zbyt luźno utrzymywane.

Dlaczego Natolin powinien uczestniczyć w tej może mało chwalebnej grze? Bo jest to finansowana ze środków publicznych kuźnica personelu brukselskiego, którego Polsce wciąż brakuje. Obecnie Natolin podchodzi do ważnej gry z dużymi graczami w sposób jakby jako jedyny nie znał jej zasad. Ścieżki kariery polskich absolwentów powinny być przedmiotem uwagi, by ta potencjalnie ważna inwestycja zyskała na racji bytu. Z tego z resztą względu, kryterium odpracowania stypendium powinno zostać dostosowane i zachęcać do wchodzenia w wybrane organizacje polityki unijnej i międzynarodowej: administracji krajowej niech starczą KSAP-erzy, a służbie zagranicznej absolwenci ADK.

Przejście do administracji w ramach odpracowania stypendium było przykładem złego wsparcia karier absolwentów. Jedyną instytucją, która jawnie utrzymywała w tym celu kontakt było MSZ, które finansuje polskich studentów. Nie może jednak MSZ sprawnie zatrudniać absolwentów Kolegium w formie fast-tracków, nawet na trzymiesięczne bezpłatne odpracowanie stypendium, ponieważ boi się oskarżenia o dyskryminację przy zatrudnieniu w administracji. Pozostałe ministerstwa, choć wyrażały poprzez swoich przedstawicieli na konferencjach zainteresowanie absolwentami, nie stworzyły relacji z Kolegium by przyciągać świeżo wyszkolonych specjalistów od polityk unijnych. Na deser: MSZ, który finansuje studia w Natolinie, nie uznaje na dzień dzisiejszy dyplomów z Kolegium (w przeciwieństwie do np. KPRM-u).

Kolegium w Natolinie działa w większości wymiarów poprawnie, a w niektórych bardzo dobrze, chociaż odczuć można pewne ogólne zmęczenie materii, w tym fizycznej budynków szkoły. Uszczerbki programowe i fundamentalny problem niedorozwiniętego pionu wsparcia karier już zostały opisane.

Ostatnia uwaga pełni rolę konkluzji, gdyż nie jest ona jednoznaczna: wspomniana już dyskrecja i luźne powiązanie Natolina z potencjalnymi partnerami w kraju wydaje się wynikać z celowej postawy administracji uczelni. Można zauważyć wolę cichego przetrwania, bezpiecznego trzymania budżetu i lokum od Skarbu Państwa poprzez nieprzyciąganie uwagi publicznej. Silne instytucje nie zachowują się w ten sposób. Doprowadzenie Natolina do pozycji politycznej, w której nie straszna mu będzie widoczność może być warunkiem dalszego rozwoju tego potencjalnie ważnego narzędzia uczestnictwa Polski w kształceniu europejskiego personelu wokół-politycznego i impregnowania go swoim spojrzeniem na problematyki kontynentu.


Choć tekst ten przedstawia serię strategicznych uwag na temat Kolegium jako potencjalnego atutu polskiego soft power w Unii, nie jest on recenzją kursu. Studia w Natolinie są świetną i wartościową przygodą, którą wszystkim zainteresowanym gorąco polecam.

Stefan Jankowski – absolwent Bocconi i Kolegium Europy w dziedzinie polityki publicznej,
były praktykant w Komisji Europejskiej, OECD i administracji krajowej. Obecnie lobbysta w sektorze zielonego wodoru.

Sprawne Państwo
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.