Legalność, gospodarność, celowość i rzetelność. Każde działanie organów władzy publicznej powinno cechować się tymi czterema przymiotami. Wynika to z samej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, ale zapisane jest też w aktach prawnych niższego rzędu, które decydenci i urzędnicy muszą – a nie tylko powinni – stosować.
Najwyższa Izba Kontroli jest naczelnym organem kontroli państwowej, a zatem to ona, w dużym stopniu, odpowiada za to, ile my – obywatele – wiemy oraz ile wiedzą politycy i media na temat jakości funkcjonowania naszego państwa i jego instytucji. Właśnie dlatego, kilka dni po powołaniu na stanowisko prezesa NIK zwróciliśmy się do Mariusza Haładyja z prośbą o spotkanie. Chcieliśmy przedstawić mu naszą diagnozę aktualnego stanu państwa polskiego z perspektywy funkcjonowania jego struktur administracyjnych oraz porozmawiać o potencjalnych zmianach w zakresie tego, jak oddziałuje na nie NIK.
Bardzo ucieszyliśmy się, gdy okazało się, że prezes tak ważnej instytucji zgodził się na spotkanie i zaprosił nas na 27 listopada. Zarząd Fundacji Sprawne Państwo stawił się w pełnym składzie, a w spotkaniu uczestniczył również Jarosław Borowski, Dyrektor Departamentu Środowiska.
O czym rozmawialiśmy? O tematach bliskich zarówno NIK-owi, jak i naszej skromnej Fundacji. O rzetelności, sprawności, efektywności i skuteczności instytucji publicznych. O celowym i oszczędnym wydatkowaniu środków publicznych.
Rozmawialiśmy o braku instytucji, która czułaby się odpowiedzialna za systemowe zarządzanie strukturami administracyjnymi państwa. Jako Fundacja, która od niespełna dwóch lat na różne sposoby stara się pokazywać, jak ważne dla działania poszczególnych obszarów sektora publicznego jest sprawne działanie konkretnych urzędów (centralnych i tych działających na wojewódzkim i powiatowym szczeblu), powiedzieliśmy prezesowi Haładyjowi wprost, że na ten moment to właśnie Najwyższa Izba Kontroli jest de facto jedyną instytucją w Polsce, której zależy na jakości działania państwa w sensie systemowym, a nie tylko resortowym, dziedzinowym.

Odnosząc się do kwestii racjonalnego dokonywania wydatków publicznych zwróciliśmy uwagę m.in. na paradoks „nieprzekraczalnych limitów” wyznaczanych w kolejnych ustawach budżetowych dysponentom środków publicznych. Znany powszechnie wysyp różnej jakości szkoleń, kampanii informacyjnych lub innych, łatwych do zrealizowania wydatków w okolicach listopada-grudnia, spowodowany naglącą potrzebą wykonania planu finansowego jednostki w 100%, już nikogo w Polsce nie dziwi. Tymczasem wydatkowanie środków publicznych (środków podatników) nie powinno nigdy odbywać się przez wąsko rozumiany interes tego czy innego urzędu, a zawsze przez pryzmat gospodarności całego państwa. Obecny i wciąż pogłębiający się kryzys finansowy Narodowego Funduszu Zdrowia aż nazbyt boleśnie pokazuje, jak bardzo brakuje środków publicznych na usługi medyczne ratujące życie Polek i Polaków. Kupowanie gadżetów z logo urzędu, „bo nam zmniejszą limit na przyszły rok”, to mniej świadczeń zdrowotnych, mniej wsparcia dla potrzebujących, mniej sprzętu dla armii.
Wydatki publiczne powinny być dokonywane w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasad:
a) uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów,
b) optymalnego doboru metod i środków służących osiągnięciu założonych celów
— art. 44 ust. 3 pkt 1 lit. a i b ustawy o finansach publicznych
Spośród wielu poruszanych tematów warto wspomnieć o sugestii, jaką przekazaliśmy na ręce prezesa Haładyja o potrzebie zwracania uwagi przez kontrolerów NIK nie tylko na kwestie stricte merytoryczne, ale również na aspekty kadrowe i organizacyjne w kontrolowanych jednostkach. Wystąpienia pokontrolne NIK są prawdziwą kopalnią wiedzy na temat kontrolowanych obszarów, ale często pomijają takie problemy jak:
- – ogólna sytuacja kadrowa w kontrolowanych jednostkach,
- – tryb obsadzania najwyższych stanowisk kierowniczych oraz tzw. średniego szczebla zarządzania (czy w sposób otwarty i konkurencyjny, czy bardziej „po uważaniu”?),
- – poziom fluktuacji kadrowej,
- – możliwości budowania satysfakcjonującej ścieżki kariery w kontrolowanych jednostkach.
Zadania państwa nigdy nie wykonują się same. Za każdą usługą publiczną stoi jakaś grupa ludzi, którzy nie działają w próżni. Dobrze byłoby więc, gdyby NIK sprawdzała także szeroko pojmowaną kulturę organizacyjną polskich instytucji publicznych.
Na koniec zaapelowaliśmy do prezesa Haładyja o przemyślenie strategii komunikacyjnej Najwyższej Izby Kontroli. Podkreślaliśmy, że jest ona instytucją cieszącą ogromnych szacunkiem społecznym, ale… nie do końca znajdującą odbiorców dla swoich wniosków i zaleceń. Sam prestiż instytucji nie sprawia, że media i wszystkie inne opiniotwórcze podmioty zjawią się na kolejnych konferencjach prasowych. Same komunikaty na stronie internetowej nie wzbudzą zainteresowania, na jakie zasługuje zamieszczona w nich treść. Otwarte pozostaje pytanie o zasadność „operacji rebrandingowej NIK”, ale konsultacje z agencjami PR-owymi w zakresie pozyskiwania większych zasięgów dla publikowanych treści byłyby z pewnością godne rozważenia.
Umówiliśmy się z prezesem, że pozostaniemy w kontakcie. Samo spotkanie jest dla nas nie lada zaszczytem, ale nie o zaszczyty nam chodzi, a o realny wpływ na poprawę jakości państwa polskiego. Dlatego jedno jest pewne – dużo pracy przed nami.
